MAROKO

MAROKO 2016

Maroko! Chciałbym Wam napisać, że kraj przepiękny, jedźcie, będzie bajecznie. Faktycznie wizualnie kraj zachwyca. Monumentalna i zróżnicowana przyroda, przebogata kultura, mistrzowskie rzemiosło. Niestety cała reszta nie tyle rozczarowuje, co przygnębia. 


Praktycznie wszystkie polskie biura podróży wysyłają Polaków do Agadiru. Wielkiego kurortu pełnego mozaikowatych hoteli, kilku straganów i dostępu do oceanu. All inclusive, jupi, prawie jak w Juracie. Jednym 
z naszych głównych celów było zrealizowanie marzenia Vilduśki , czyli pobieganie po błękitnym miasteczku Szafszawan. A to cholernie nie po drodze z jakiegokolwiek lotniska…

Zrobiliśmy więc jak zawsze, czyli po swojemu. Wyprawę zaczęliśmy w Marakeszu, potem pociągiem do Fezu, stamtąd dalej na północ do Szafszawanu. Podobno w Asilah na plaży leżą piękne muszelki, więc w busik (przez Tanger… - WTF?) i z powrotem przez Casablancę do Marakeszu. Tam krótka wyprawa pod góry Atlas i do domciu. Tzn. najpierw do Londynu, bo tędy taniej, wiadomo;) Nie będę opisywał każdego miasta i każdej przygody, bo raczej nikt z Was nie ma na to czasu, czy ochoty. Ale chcę się podzielić najsilniejszymi wrażeniami. 

PRZYRODA
Poza może tropikalną dżunglą znajdziecie tam wszystko: pustynie, śnieżne szczyty Atlasu, zielone wzgórza Rifu, ocean z piaszczystymi plażami, wodospady, rwące rzeki, plantacje marihuany… Z egzotycznych zwierząt spotkaliśmy tylko koty. I jednego strusia w centrum miasta (sic!)


KULTURA
Kraj islamski. Kilkukrotne nawoływania z dziesiątków meczetów każdego dnia przypominają Ci, że Allah jest wielki. Pierwszego dnia ciekawie, po tygodniu włącza Ci się niepokój. Wy tak na serio? Naprawdę codziennie? Ale że CODZIENNIE?!?!Poza tym arcy-przepiękne rzemiosło. Mieliście kiedyś ochotę przejechać całą ręką po półce sklepowej zagarniając jej zawartość? Mieliśmy tak przy każdym straganie. Ale bagaż nie z gumy, portfel nie Hermiony. Architektura pełna koloru, mozaiek, detali, ornamentyki. Absolutnie unikatowa. Studnia inspiracji!



LUDZIE
I tu zaczyna się najgorsze. Naprawdę chciałbym napisać, że Marokańczycy są gościnni, tolerancyjni, uczynni. Może ktoś z Was nawet tego od nich doświadczył. Niestety napiszę brutalnie. Dla Marokańczyka jesteś TYLKO BANKOMATEM. Ale nie jak w Turcji, czy na ciemnoskórym straganie w Paryżu, tylko dziesięć razy bardziej… NIC nie ma ustalone ceny. O wszystko musisz się targować. Czy jest to wyciskany sok z pomarańczy (pycha!), czy kurs taksówką za miasto. Oczywiście liczyłem się z tym przed przyjazdem, ale skala mnie przerosła. Wyobraźcie sobie, że chcecie przejść 50 metrów do przystanku autobusowego i co 5 kroków (to nie uogólnienie) podjeżdża pod Twoje stopy samochód z pytaniem: „taxi? airport?”. Po tygodniu człowiek dostawał paranoi, że nawet za spojrzenie przypadkowego przechodnia będzie musiał zaraz zapłacić. Absurdalną kulminacją była rozmowa z przewodnikiem-amatorem, który przez pół h maszerował za nami w górach Atlasu, oferując swoje usługi. Grzecznie odmawialiśmy, przekonując, że nie chcemy oglądać jego przeklętego wodospadu, do którego jak mrówki pędzi 99% turystów, tylko chcemy pochodzić po górach. SAMI. Zdesperowany i skołowany wykrzyknął w końcu „but there is no mountains there!”. Pokazując palcem na trzytysięcznik.Po za tym odniosłem dziwne wrażenie, że jest to kraj ludzi pozbawionych jakichkolwiek ambicji życiowych i kreatywności. Wszystkie stragany wyglądają tak samo i sprzedają dokładnie to samo. Na ulicach panuje niemiłosierny brud. Miejscowi kręcą się po centrach miast całymi dniami bez celu. Pojęcie marketingu jest im kompletnie obce. Moi ulubieńcy to sprzedawcy butów w Szafszawanie. Leży Ci taki koleżka na brudnej szmacie przy ulicy i sprzedaje… but. Jeden. Może drugi ma w magazynie, nie wiem. I tak sobie leży cały dzień. Jak to mawia Vilduś – sielanko


No dobrze. Poznęcałem się nad biednymi Marokańczykami. I mógłby w takim nonszalancko-aroganckim stylu zakończyć. Ale co my tak naprawdę wiemy o Maroko? A dokładniej – o jego właścicielach?Zaraz po powrocie wpadła mi w ręce znakomita książka Bartka Sabeli „Wszystkie ziarna piasku”. Opisuje w niej historię zapomnianej przez Zachód (choć jest to raczej celowa amnezja) Sahary Zachodniej. Lekturę polecam. Pisząc w skrócie – Maroko twierdzi, że ten teren należy się jej, bo od zawsze był marokański (nieprawda), więc trzeba wyrżnąć 
w pień pustynnych autochtonów. A najlepiej powyganiać ich do obozów dla uchodźców. Zaraz.. tyle, że tak zażartuję, zachodu o zachodnią PUSTYNIĘ? Nie, chodzi o największe na świecie złoża fosforanów. Nie muszę chyba wątku rozwijać, hm?

Ale wracając do Maroka. Dzieci, pytanie. Kto rządzi w Maroku? Bardzo ładnie, król Mohammed VI. Co o nim wiemy? To zacytuję wyżej wspomnianą książkę:

„Król jest właścicielem banków, kopalni, instytucji finansowych, zakładów ubezpieczeń, sieci hipermarketów, koncernu telekomunikacyjnego, firm budowlanych, firm produkujących żywność, cementowni, hut żelaza, cukrowni, farm wiatrowych.Jest też wyłącznym dystrybutorem marek Maserati, Peugeot i Renault, właścicielem pól golfowych oraz browarów i winiarni. Holding SNI kontroluje większość gałęzi marokańskiej gospodarki. Każdy Marokańczyk, chcąc nie chcąc, jest klientem króla i pomnaża jego bogactwo”. 

Robi wrażenie co? To jeszcze dodajmy:

„według magazynu FORBES budżet pałacu królewskiego to 960 tysięcy dolarów. Dziennie. […] Na osobiste wydatki Jego Królewskiej Mości Mohammeda VI przeznaczone jest 64 miliony dolarów. Dla porównania budżet monarchii brytyjskiej jest pięć razy skromniejszy”

I na koniec najważniejsze – z 33 milionów Marokańczyków 5 milionów żyje za mniej niż 1 euro dziennie. Wystarczy wyjechać 45min. samochodem za Marakesz, żeby ze świata smartfonów trafić do codzienności kobiet piorących  w rzece. 

To kraj bardzo biednych ludzi, którzy często nie mają żadnej perspektywy, żeby odbić się od rynsztoka. Kraj ludzi bez nadziei. Siedzą więc na szmacie i sprzedają po jednym bucie. A ich jedynym celem w życiu jest sprzedać jak najwięcej. I to sprzedać dziś. Bo gdyby myśleli jutrem – zainwestowaliby w cokolwiek. Chociażby w lepszą szmatę 
i dwa buty więcej.
Z przerażeniem, a z drugiej strony ze zrozumieniem słucham doniesień, że twórcami zamachów (m.in. w Barcelonie) są Marokańczycy. To naprawdę inny rodzaj ludzi, dla których życie, przyszłość, czy szczęście znaczą kompletnie co innego, niż dla nas. 

Dla osłody kolejny foto-post będzie już tylko pozytywny:) Błękitne miasteczko Szafszawan, bez narzekań:D Tymczasem zapraszam do obejrzenia reszty zdjęć z Maroka:



































































































Komentarze

Popularne posty z tego bloga

LOFOTY

MASKONURY

NORWEGIA